Czy jest możliwe, by pomimo dużych problemów z umiejętnością pisania zostać autorem książki? Czy możliwe, by nie kończąc szkoły podstawowej, zostać nauczycielem choćby i uczonych? Albo czy możliwe, by mieszkać całe życie w małej osadzie, a mimo to zyskać sobie życzliwość na Filipinach i we Włoszech, w Anglii i Rwandzie, w Stanach Zjednoczonych i Holandii, o Polsce nie wspominając? Z Panem Bogiem – jak najbardziej, możliwe! Udowodniła to Kunegunda Siwiec, i to o niej i o jej duchowym dziedzictwie jest ten artykuł.
Jeżeli niniejszy tekst czyta młodzież w wieku szkolnym, to być może pewną nadzieję trzeba od razu rozwiać: do szkoły wciąż chodzić trzeba, uczyć się trzeba. Kunegunda urodziła się w roku 1876, czyli o około sześćdziesiąt lat wcześniej nim w Stryszawie, gdzie mieszkała całe swoje życie, powstała pierwsza szkoła podstawowa. Mieszkała w małej osadzie – przysiółku – który od nazwiska jej przodków nazwano Siwcówką i który administracyjnie przynależy do Stryszawy. Trudy życia na podgórskich terenach nie dawały dużej swobody w kształceniu dzieci. Kunegunda pisać nauczyła się tylko trochę, ale wiadomo, że potrafiła i lubiła czytać. Wychowywała się w dużej, pobożnej rodzinie: miała trzech braci i siedem sióstr, choć Tereski, która przeżyła tylko cztery miesiące, nie poznała. Niedługo po przekroczeniu progu dorosłości odkryła w sobie powołanie do oddania życia na wyłączną służbę Bogu. Nie szukała jednak dla siebie miejsca w zakonie – chciała służyć Bogu tam, gdzie żyła. Przy miejscowej parafii dołączyła do Apostolstwa Modlitwy, w którym wzrastała w nabożeństwie do Najświętszego Serca Jezusowego. Przystąpiła potem do tzw. sidziniarek, wśród których słuchała kursów katechetycznych, by swoją wiedzą móc służyć góralom. Udział w tych kursach wiązał się ze sporym poświęceniem: do oddalonego o ponad pięćdziesiąt kilometrów Chochołowa chodziła pieszo, górskimi drogami.
Ulubioną świętą Kunegundy była Święta Teresa od Dzieciątka Jezus. Ten poryw serca z pewnością przerodził się w pragnienie, by swoją świętą przyjaciółkę poznawać coraz lepiej. Wraz z innymi kobietami ze Stryszawy regularnie pielgrzymowała do Wadowic, by u ojców karmelitów bosych wspólnie uczestniczyć we Mszy Świętej, modlić się, słuchać nauk o małej drodze dziecięctwa duchowego, którą żyła Święta Teresa. Dołączyła do Bractwa Praskiego Dzieciątka Jezus, przyjęła szkaplerz karmelitański, została świecką karmelitanką. Jej bogactwo życia duchowego uzewnętrzniało się nie tylko w przygotowywaniu dzieci i górali do przyjmowania sakramentów świętych. Kunegunda wraz ze swoją rodziną oraz z zaprzyjaźnioną rodziną państwa Czerneckich byli inicjatorami budowy w Siwcówce niewielkiego klasztoru, w którym zgodziły się służyć siostry zmartwychwstanki. Kaplicy powstałej przy klasztorze nadano wezwanie właśnie Świętej Teresy od Dzieciątka Jezus.
Drogą obraną w czasie swojej młodości Kunegunda podążała przez całe swoje życie. Ale jak trudne było to życie! Pierwsza wojna światowa – co raz przychodzili jacyś żołnierze i na potrzeby wojenne zabierali, co popadło. Brata Kunegundy – Ignacego, wcielono do armii, by w końcu zostawić go na śmierć gdzieś daleko na obczyźnie. Przez lata po odzyskaniu niepodległości mozolną pracą odzyskano już może w życiu pewien rytm, a tu wojna kolejna – jeszcze straszniejsza. Wywiozą do obozu czy nie wywiozą? Wysiedlą czy nie wysiedlą? Kunegundy nie omijały też choroby. Po przebytej jaglicy widziała już tylko na lewe oko. Z czasem przyszły bóle stawów, które coraz bardziej i bardziej się wzmagały, by w końcu na prawie siedem lat przykuć Kunegundę do łóżka. Łóżka, które – jak napisał miejscowy duszpasterz, ks. Bronisław Bartkowski – „stawało się coraz bardziej drzewem krzyżowym”. Śmierć nastąpiła w dniu 27 czerwca 1955 roku, w święto Matki Bożej Nieustającej Pomocy.
Gdzież więc w tym życiu był maj?! Przysłuchajmy się słowom autorki biografii Kunegundy, ale też słowom świadków, a potem i jej samej:
„Cierpiała, modliła się, wszystko w łączności z cierpieniem Chrystusa. […] Jednak wewnętrzna radość, wyrażająca się łagodnym uśmiechem, nie znikła z jej twarzy i przyciągała ludzi. […] Jej dziękczynienia po Komunii Świętej były coraz głębsze i dłuższe. Czasem zastawano ją tak zanurzoną w miłości Jezusowej, że nią promieniowała”
„Sama nigdy o swoim cierpieniu nie mówiła. Chyba że ktoś pytał. Zawsze była uśmiechnięta. Nigdy jej posępnej nie widziałam ani nie okazywała, że cierpi”
„Żyła Jezusem. Dosłownie. I tak jakoś bezpośrednio, na co dzień, że aż dziwne się wydaje, że można swoje relacje z Bogiem tak prosto, ufnie, po dziecięcemu ułożyć. […] Śmiem twierdzić, że Kunegunda nigdy nie była stara. Pomimo że dożyła osiemdziesięciu lat, nieznane jej były objawy starzenia się duchowego, była w niej zawsze jakaś świeżość, entuzjazm dla wszystkiego, co dobre, naiwność prawie dziecka – chwalebna naiwność osoby, która pomimo przykrych doświadczeń życiowych nie traci wiary w drugiego człowieka, wierzy w dobro, choć nieraz głęboko schowane”
Według relacji s. Danuty Jarco CR sama Kunegunda mówiła:
„Dla Pana Jezusa warto cierpieć. Nasze cierpienie jest niczym wobec cierpień Pana Jezusa. Pan Jezus płaci za każde nasze cierpienie łaskami. Nawet za najmniejsze cierpienie płaci łaskami. Nigdy nie jest nam dłużny”.
Ktoś może powiedzieć: jaka szkoda, że nie było mi dane jej poznać, mogłaby mnie wiele nauczyć. Istotnie w ziemskim życiu bywa tak, że nawet jeżeli człowiek mądrością otrzymaną od Boga żyje, wiernie ją na co dzień praktykuje, jeżeli ona w nim – za Bożą łaską – wzrasta, to jednak wraz ze śmiercią tego człowieka skarb ten zostaje jakby rozproszony. Bo choć prawdą jest, że ciepło duchowe, którym człowiek zdoła się za życia podzielić, obecne jest w innych, obecne jest w Kościele i ma znaczące oddziaływanie, to nie jest ono już tak „uchwytne”. Co innego pić ze źródła, a co innego pić z konewki, parafrazując św. brata Alberta. Czym innym słuchanie o człowieku, a czym innym bezpośrednie poznawanie skarbów jego duszy.
Historia, o której mowa, potoczyła się jednak zupełnie inaczej. Otóż jakiś czas po śmierci Kunegundy ks. Bronisław Bartkowski podzielił się ze swoim biskupem wiadomością, że owa prosta wiejska kobieta miała dar słyszenia w duszy głosu Pana Jezusa i głosu świętych. Łaski tej doświadczała przez co najmniej kilkanaście lat. Swoim darem niejako przypadkiem podzieliła się z ks. Bronisławem, który słowa podawane jako słyszane zaczął wiernie notować, otaczając ich treść ścisłą tajemnicą. Tak powstały tekst przepisano do maszynopisu już po odejściu Kunegundy, a w roku 1957 poddano nieformalnej ocenie pod kątem zgodności z nauką Kościoła. Później kopie maszynopisu – nieliczne raczej – udostępniano różnym zaufanym osobom. Ten nieformalny obieg notatek trwał przez prawie czterdzieści lat. W roku 1995, czyli około dziewięć lat po śmierci księdza Bronisława, ukazało się ich pierwsze opracowanie książkowe pod tytułem „Miejsce mojego miłosierdzia i odpoczynku”. Zainteresowanie owym duchowym dziedzictwem z wolna zataczało coraz szersze kręgi, a to z kolei w 2007 roku przełożyło się na rozpoczęcie dochodzenia diecezjalnego w sprawie życia, cnót i opinii świętości Kunegundy. Żmudna praca osób zaangażowanych w to rozwijające się przedsięwzięcie zwieńczona została w lutym 2025 roku podpisem papieża Franciszka. Od tego czasu Kunegundzie przysługuje tytuł Czcigodnej Sługi Bożej. Kolejnym wymogiem na drodze ku beatyfikacji jest cud za jej wstawiennictwem.
Niespełna trzy lata temu postanowiono opracować nowe wydanie rozmów duchowych Kunegundy, z założeniem jeszcze dokładniejszej analizy szerokiego zestawu materiałów źródłowych. Z czasem nowo powstająca książka zaczęła przybierać formę coraz bardziej odmienną od swojej poprzedniczki. Ponadto na słowa przekazane przez Kunegundę zaczęto patrzeć jakby w inny sposób. Finalnie zespołowo zadecydowano, że nowa książka otrzyma tytuł: „Uradowane oczy Miłości” oraz podtytuł: „Rozmowa”. Równolegle powstawało opracowanie o charakterze analitycznym i systematycznym, w którym udokumentowano proces redakcyjny. Zatytułowano je: „Rozmowy duchowe Kunegundy Siwiec. Analiza źródeł i ustalenie tekstu”. Przedstawiono w nim m.in. porównanie nowej formy słownej każdej z podyktowanych wypowiedzi do ich zapisu źródłowego. Oznacza to, że zapis źródłowy oraz ten opublikowany w nowej książce nie są identyczne. Wynika to z pewnych zakłóceń chronologicznych w źródłach, zmiany znaczenia niektórych słów, poprawek natury językowej, np. gramatycznej, interpunkcyjnej. Różnice te nie są wielkie, ale występują. W książce analitycznej zostały one drobiazgowo zaprezentowane oraz uzasadnione. Ostatecznie priorytetem prac było możliwie wierne odzwierciedlenie znaczenia źródłowego. Podsumowując: książka „Uradowane oczy Miłości” jest jak danie w restauracji, a książka druga to szczegóły kulinarne.
W odniesieniu do samych rozmów warto postawić pytanie: na ile słowa, o których mowa, kierowane były wyłącznie do Kunegundy, a na ile są jakby właśnie dla nas, czytających je siedemdziesiąt czy osiemdziesiąt lat później? O. Jerzy Zieliński OCD, autor biografii Kunegundy pt. „Piękno ukryte w prostocie”, podzielił się refleksją:
„Kunegunda nie traktowała przekazywanych jej przez Chrystusa pouczeń jako swojej własności. Chociaż skrupulatnie z nich korzystała, samą siebie uważała jedynie za narzędzie w Jego rękach”.
Swoje stanowisko poparł następującym wspomnieniem s. Blanki Skorupińskiej CR:
„Ksiądz Bartkowski mówił, że gdy był chory, to dokąd do Kundusi [takim zdrobnieniem zwracali się do Kunegundy mieszkańcy Siwcówki – red.] nie przyszedł, a czasem nie przychodził i parę dni, Kundusia wszystko pamiętała, choćby z całego tygodnia. Pamiętała do momentu, aż ksiądz wszystko zapisał. Gdy ksiądz zapisał i na ten temat chciał z nią porozmawiać, Kundusia już nie pamiętała szczegółów. Odnosiło się wrażenie, jakby przekazane słowa już do niej nie należały”.
Tytuł niniejszego artykułu stanowią słowa przekazane przez Kunegundę jako usłyszane od Matki Bożej. Całą wypowiedź, w której one występują, opracowanie Uradowane oczy Miłości przedstawia następująco (notatka 158e):
„Zawsze z tobą pozostaję, choć maj się kończy. Życie twoje niech zawsze będzie majem, abyś wtedy, gdy przyjdzie dzień ostatni, mogła powiedzieć: wykonałam wszystko”.
Źródła
- Siwiec K., Uradowane oczy Miłości. Rozmowa, oprac. P. Zieliński, OddM, Kraków 2026.
- Stańczyk H. F., Kundusia z Siwcówki, wyd. 2, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2025.
- Zieliński J., Piękno ukryte w prostocie, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2010.
- Sala Stampa della Santa Sede, Promulgazione di Decreti del Dicastero delle Cause dei Santi, 25.02.2025 [online], https://press.vatican.va/content/salastampa/it/bollettino/pubblico/2025/02/25/0152/00313.html